Dino Crisis 1 i 2 w wersji na GOG.com [RECENZJA]

Dino Crisis 1 i 2 w wersji na GOG.com [RECENZJA]

W wasze ręce oddajemy recenzję bundle'a dostępnego w aplikacji GOG.com, który zawiera obie części kultowych gier Capcomu o dinozaurach.

Na samym starcie warto zaznaczyć, że obie części Dino Crisis wydane niedawno na GOG.com nie są żadnymi remasterami, a portami na pecety w ramach GOG Preservation Program. W tej recenzji skupimy się na tym, jak owe gry radzą sobie na współczesnych komputerach i przede wszystkim czy klasyki Capcomu zestarzały się z godnością. 

Dino Crisis

Pierwsza odsłona Dino Crisis zabiera nas na wyspę Ibis, gdzie specjalna grupa operacyjna (nie, świra nie ma na scenie) stara się przejąć Edwarda Kirka, naukowca pracującego nad niebezpieczną bronią, oraz Toma, działającego pod przykrywką szpiega. Protagonistką gry jest Regina i oczywiście aby wykonać misję czerwonowłosa agentka musi przedzierać się przez korytarze placówki badawczej, pokonując lub uciekając przed prehistorycznymi gadami. 

Wzorem innej serii Shinjiego Mikamiego – Resident Evil – mamy tutaj tzw. fixed camera, czyli domyślnie ustawiony widok na konkretne przestrzenie (aczkolwiek w odróżnieniu od RE, Dino Crisis ma w pełni trójwymiarowe lokacje, co pozwala niekiedy kamerze śledzić poczynania Reginy - przyp. Zilla). Nie da się nim manipulować, a taki styl prowadzenia rozgrywki to dumny reprezentant czasów, gdy gry wideo mocno dążyły do uzyskania większej filmowości (dobrze, że ten etap przemija i obecnie skupiamy się bardziej na gameplayu). 

Dino Crisis 1 - Regina w jednej ze startowych lokacji razem z agentem Gailem

Regina ma do dyspozycji tylko kilka broni i ograniczony zapas amunicji (nie tylko ostrej, ale również służącej do usypiania przeciwników). Możemy też korzystać z pomocy pakietów medycznych, które podbiją nam pasek zdrowia lub zatrzymają krwawienie po ranie kłutej zadanej przez ostre pazury jaszczurów. Jeżeli zapasy oręża lub medykamentów zaczną nam się kurczyć, nic nie stoi na przeszkodzie by skorzystać z tzw. plugów, odblokowujących skrzynki, gdzie składowane są rezerwy. 

Wzorując się na RE, nie zabrakło również drobnego systemu craftingu polegającego na łączeniu ze sobą komponentów do uzyskania (lub ulepszenia) medykamentów czy strzałek usypiających.

Wszystkie wymienione wyżej mechaniki działają naprawdę świetnie, a fakt ograniczonej amunicji wnosi sporo do naszej próby przetrwania pośród buszujących po okolicy dinozaurów. 

Dino Crisis 1 - T-Rex atakuje Reginę przez rozbite okno

Niestety Dino Crisis cierpi na jeden olbrzymi mankament – przekombinowane zagadki. I wiem, ktoś może teraz powiedzieć, że „uuu, trudne gry i już problem?”. Nie, zupełnie nie o to chodzi. Powodem mojego niezadowolenia jest niemiłosierny backtracking, nieintuicyjne rozwiązania zagadek oraz skopana mapa, z której ciężko nawigować do istotnych pomieszczeń. Drugie przejście jest znacznie łatwiejsze, gdy wiesz, co masz robić, ale pierwsze potrafi być prawdziwą mordęgą. Nawet spojrzenie do solucji kończy się głośnym „jak miałem na to wpaść?”

Zapominając na chwilę o narzekaniu na archaiczność tej produkcji, trzeba pochwalić świetne przeniesienie jej na współczesne maszyny. Niezależnie czy wciąż siedzicie na Windows 10, czy podpisaliście cyrograf z „jedenastką”, gra powinna działać bez zarzutów. W katalogu z grą znajdziemy plik dxcfg, w którym możemy wprowadzić różne zmiany, takie jak ustawienia rozdzielczości, sposób skalowania obrazu czy antyaliasing. Nie oznacza to oczywiście, że po włączeniu zobaczymy logo Unreal Engine’a 5 oraz zaawansowane efekty świetlne. Patrzcie na to jak na unowocześnienie starej grafiki, żeby pixel przypadkiem komuś nie wydłubał oka.

Przeskalowane modele 3D trzymają się nieźle względem oryginału. Nie wiem czy to jedynie kwestia nowych sterowników graficznych, ale różnicę (rzecz jasna na plus) widać gołym okiem, w szczególności jeśli podbijemy ustawienia do maksimum. Jest to bardzo miły dodatek, biorąc pod uwagę jak ograniczone pole manewru zapewne mieli panowie z GOG.com – nie jest to poziom ustawień emulatorów takich jak Duckstation, ale nie uważam, aby potrzebne było coś więcej. To szokujące, jak niewielki niuans może zmienić tak wiele w ogólnym odbiorze tytułu. 

Cała rozgrywka przebiegała bez crashów i innych anomalii, ale nie obyło się bez drobnych potknięć. Jednym z najbardziej uprzykrzających życie problemów jest fakt, że… nie da się wyjść z gry. Opcja „Exit” najzwyczajniej nie przynosi upragnionego efektu. Nieważne jak długo się starałem, jak mocno wciskałem którykolwiek z przycisków, żaden nie raczył zabrać mnie z powrotem do pulpitu. Na szczęście święta trójca ALT+CTRL+DEL oraz ALT+F4 wyswobodzi nas z elektronicznego jarzma, ale głęboko liczymy na to, że w niedalekiej przyszłości zostanie to naprawione. 

Z tego miejsca należy też wspomnieć o takich drobnostkach jak drżąca kamera przy każdym ruchu na nielicznych (ale jednak!) kadrach. Gdy pierwszy raz to zauważyłem, nie mogłem tego odzobaczyć, ale kiedy już wkręciłem się w rozgrywkę, przestałem na to zwracać uwagę – bardzo prawdopodobne jest, że było to kompletnie poza sferą usprawnień jakie programiści mieli za zadanie wprowadzić także w nikogo nie rzucamy kamieniem, a jedynie punktujemy to, co widać. Czasem zdarzy się również wyczuwalne spowolnienie gry przy niektórych ujęciach, mimo tego, że na ekranie nie dzieje się za dużo.

Wyrazy uznania należą się również za wsparcie współczesnych kontrolerów, bo raczej niewielu z nas trzyma jeszcze w szufladzie stare pady (a nawet jeśli to powodzenia z ich podłączeniem). Sterowanie klawiaturą, mimo że wydaje się dość masochistycznym posunięciem, sprawuje się lepiej, niż by się zdawało. Dowolność w mapowaniu klawiszy sprawia, że każdy może dopasować grę do swoich potrzeb. Polecam poświęcić na to chwilę gdyż domyślne ustawienia mogą być dla niektórych uciążliwe. Dino Crisis testowaliśmy również na padzie do Xboksa One i nie było żadnych problemów z czytaniem go przez grę. Tak samo pozytywne odczucia mamy wobec feelingu poruszania się postacią czy korzystania z menu.  

Dino Crisis 1 - Regina stojąca obok martwego Toma

Dino Crisis ma wiele zapadających w pamięć momentów. Podskoczyłem na krześle, gdy po raz pierwszy przez okno wyskoczył mi T. rex, a niepewność co do pojawienia się raptora w kolejnym korytarzu, gdy mamy mało amunicji, jeży włos na głowie (lub jeśli jesteście łysi to na brodzie). Bardzo zaskakującym zagraniem jest mechanika pozwalająca dinozaurom przemieszczać się między pomieszczeniami, co nie wydaje się takie oczywiste ze względu na to jak skonstruowana jest rozgrywka (koniec końców, gra czerpie masę inspiracji z Jurassic Park - przyp. Zilla). Nie raz, nie dwa dałem się zaskoczyć jaszczurowi, którego jakże sprytnie ominąłem biegnąc do kolejnego pomieszczenia, by zostać powitany przerywnikiem, w którym mój adwersarz wbiega tuż za mną i rzuca się na mnie ze smakiem. Zalecamy ostrożność!

Genialna i zapadająca w pamięć ścieżka dźwiękowa to kolejny mocny aspekt pierwszego Dino Crisis i szczerze mówiąc czułem się trochę jak w szpiegowskim filmie z lat 90., do którego ktoś dorzucił horrorowe elementy. Muzyka została w pełni stworzona przez wewnętrzne studio muzyczne Capcomu, Suleputer, a kompozytor Makoto Tomozawa wraz z Sayaka Fujitą i Akari Kaidą zrobili wszystko co w ich mocy byśmy poczuli powagę sytuacji w jakiej zostaliśmy postawieni. Jak to w grach RE-podobnych, kojące dźwięki w safe-roomach uspokajają nas, koją, gładzą po główce i mówią, że tutaj jesteśmy bezpieczni… tylko po to by za chwilę wrócić do pełnego napięcia pościgu za Kirkiem.

W grze od razu dostępne są wszystkie rzeczy, które normalnie dostawaliśmy za ukończenie rozgrywki, np. unikalne stroje dla Reginy. Wypróbowałem tryb Operation Wipeout, jednak nie był czymś, w czym posiedziałbym kolejne godziny, szczególnie, że system strzelania okazał się satysfakcjonujący dopiero w kontynuacji…

Dino Crisis 2

Jeśli spodziewacie się, że kontynuacja będzie utrzymana w podobnym klimacie, to nawet ciężko opisać w jak dużym jesteście błędzie.

Kiedy o jedynce można powiedzieć wprost, że czerpała garściami z Resident Evil i można było ją skategoryzować jako survival horror, tak w dwójce postanowiono wywrócić stolik i pokazać coś innego. Capcom zdecydował się na skręt w kierunku przygodowej gry akcji. Główny producent Dino Crisis 2 i jeden z projektantów poprzedniej części, Hiroyuki Kobayashi, opowiadał o tym jak dużym wyzwaniem było stworzenie gry różniącej się od DC1 oraz RE, a samo strzelanie do dinozaurów nie wydawało się wystarczająco ciekawe dla gracza.

Dlatego porzucono powolny gameplay, znacznie podkręcono tempo i dodano system COMBO, premiujący nas za szybkie i sprawne zabijanie. Dino Crisis 2 z survival horroru, zamienia się w hack’n’slasha, a poziom łamigłówek zmniejszono o jakieś 90%. Napięcie z poprzedniej części zupełnie znika, a zamiast niego mamy ciągły bieg, masę wystrzelonych pocisków oraz ciągle skaczące na ekranie cyferki symbolizujące, który zwierz padł pod naporem ołowiu. Każde zabójstwo przyczynia się do zwiększenia liczby punktów, które później możemy wydać na lepszy sprzęt, dodatkową amunicję lub apteczki (a one z pewnością się przydadzą, gdyż niektóre spawny są kompletnie niespodziewane i mamy ułamek sekundy na reakcję).

Dino Crisis 2 - Nowy bohater serii, agent Dylan

Wraz ze zmienioną dynamiką rozgrywki, zmienił się również model strzelania, który odgrywa teraz pierwsze skrzypce. Wciąż przed oddaniem strzału jesteśmy zmuszeni przycelować, ale teraz poruszanie się z wyciągniętą bronią nie jest tak ospałe jak w poprzedniczce, a w wielu sytuacjach jest wręcz wskazane! W niemal każdym kadrze, do którego przejdziemy, czyha na nas przynajmniej jeden raptor lub jego kuzyn. Dinozaury często napadają nas grupami nadbiegając daleko zza kadru. Z tego powodu dla niedzielnych graczy polecam włączyć wsparcie celowania, które automatycznie będzie obracać lufę w kierunku najbliższego jaszczura. Wówczas nie pozostaje nic innego jak trzymać przycisk wystrzału i biec przed siebie.

Odkrywając kolejne prehistoryczne tajemnice będziemy również odblokowywać dodatkowy arsenał. Ten jest podzielony między dwoma postaciami – Regina i Dylana – których historie przeplatają się przez całą grę. Męskiego protagonistę poznajemy już w pierwszych scenach gry. Zaczyna on z półautomatycznym shotgunem, a ze względu na skuteczność jeszcze długo będzie to jego główna broń. Regina natomiast startuje z niepozornym pistoletem, który nie odstaje swoją siłą ognia od wspomnianej wcześniej pukawki towarzyszącego jej żołnierza. Dylan ma do dyspozycji ciężkie spluwy, brzmiące przy wystrzale jak czołg, zaś Regina operuje bardziej szybkostrzelnymi broniami, a te dopiero po dłuższym czasie możemy zastąpić ciężkim (i niezwykle zabójczym) karabinem maszynowym.

Raz wykupiona broń jest już na zawsze do dyspozycji gracza, a jako dodatkowy smaczek, wprowadzono oręż drugorzędny. Są to miotacze ognia, wyrzutnie min oraz specjalne narzędzia, które pozwalają nam się przedostać przez zablokowane przejścia – w tym miejscu znowu każdy ma swoje unikalne sprzęty. U Dylana jest to maczeta do przebijania się przez zarośnięte drzwi, a u Reginy jest to elektryczna pałka, którą możemy wywołać spięcie w niektórych zamkach. Ten prosty zabieg sprawia, że kiedy dochodzi do zmiany kontrolowanej postaci, nawet jeśli nie jesteśmy pewien, w którą stronę powinniśmy zmierzać, zwykle szybko przypominają się nam drzwi, które były zablokowane dla poprzednika. Jest to (w przeciwieństwie do jedynki) ciekawy pomysł, popychający fabułę do przodu.

Dino Crisis 2 - Regina z karabinem maszynowym

Szukanie i wracanie do wyżej wspomnianych drzwi skutkuje rzecz jasna bezustannym backtrackingiem, ale w obliczu ciągłej młócki, energicznej muzyki i coraz większych cyferek, nie jest to szczególny problem. W porównaniu do jedynki, nie ma poczucia tracenia czasu na ciągłe bieganie w tę i z powrotem bo każdy nowy kadr to szansa na nowe punkty. Te będziemy mogli wydać na więcej amunicji, a zagadki nie każą nam błądzić po całej mapie. Twórcy bardzo dobrze wykalkulowali ceny dostępnych towarów i raczej ciężko jest skończyć pod przysłowiową kreską, nawet jeśli celowanie nie jest naszą najmocniejszą stroną. W przypadku kryzysu nic nie stoi nam na przeszkodzie, by cofnąć się parę pokoi i znowu utłuc już raz ubitą zwierzynę, bo ta pojawia się nawet jeśli już ją raz zabiliśmy. Co ciekawe, projektanci najwidoczniej byli świadomi tego, że niektóre pokoje służą za dobry punkt farmienia i są o wiele prostsze niż reszta, dlatego po kilkukrotnym ubiciu wszystkiego co się rusza, przestają się tam pojawiać kolejne dinozaury.

Mocno nie podobał mi się kontrast ostrych modeli z nieuwspółcześnionymi tłami, a niektóre obiekty, mimo swojej interaktywności, nie sprawiają wrażenia, jakbyśmy mogli na nich cokolwiek zrobić, co skutkuje (w tym wypadku nieprzyjemnym) lizaniem ścian z nadzieją, że znajdziemy coś przydatnego lub potrzebnego do popchnięcia historii do przodu. Całe szczęście, że tekstury nie wyglądały tak w pierwszym Dino Crisis, bo inaczej poziom trudności rozwiązywania zagadek zmieniłby się z trudnego na niemożliwy. 

Dino Crisis 2 - scena pościgu agentów przez triceratopsa

Muszę przyznać, że finałowy twist spodobał mi się bardzo i naprawdę żałuję, jak potoczyły się losy tej serii (tak, mówię o Dino Crisis 3). Potencjał na stworzenie świetnej historii oraz rozwinięcie charakteru Reginy zasługuje albo na porządną kontynuację, albo na remake w stylu ostatnich Resident Evil. W ogóle uważam, że sama postać czerwonowłosej agentki to niewykorzystany potencjał i gdyby potraktowano tę serię lepiej, protagonistka mogłaby być stawiana na piedestale zaraz obok Leona Kennedy’ego. 

Może cutscenki mogłyby być nieco ostrzejsze, natomiast pomijając ich aspekt wizualny, naprawdę trzymają poziom, a otwierający wszystko przerywnik to topka wprowadzeń do gry, jakie widziałem. Na uwagę zasługuje również tryb Dino Colosseum, gdzie możemy wcielić się w swoich ulubionych bohaterów (lub nawet dinozaury!) i walczyć z pojawiającymi się hordami przeciwników. 

Ocena końcowa (Chrzuszczu): Obie gry godnie się zestarzały, a jakość pecetowych portów jest solidna. Nie miałem żadnego problemu z czerpania przyjemności z „kryzysu dinozaurów”. Oczywiście zdarzają się drobne mankamenty, ale nie psują ogólnego doświadczenia z rozgrywki. 

Ocena końcowa (Cavior): Świetny powrót do przeszłości, gdzie każda gra oferuje kompletnie inny zestaw doświadczeń. „Residentowość” jedynki wzbudzą silną nostalgię połączoną z unikalnym jurajskim twistem, a arcade’owa dwójka silnym kopnięciem pobudza wszystkie zmysły ciągłymi bodźcami. Mimo tego, że stare błędy są wiecznie żywe, nie przeszkadzają one w czerpaniu przyjemności z rozgrywki, ale fabułę zdecydowanie łatwiej przyswoić jednym wpisem na wikipedii lub filmem na YouTubie.

Ocena zestawu: 8 

Bundle'a zawierającego Dino Crisis 1 i 2 możecie kupić na oficjalnej stronie GOG.com.

Dziękujemy GOG.com za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego. 

Read more