„Warpath: Jurassic Park” – Recenzja!

Recenzja „Warpath: Jurassic Park”

Lata 90-te bez wątpienia zostały zdominowane przez dinozaury z Parku Jurajskiego. Wszechobecna mania obejmowała kina, sklepy z zabawkami oraz przechodzący potężny postęp przemysł gier wideo. Po zrewolucjonizowaniu kinematografii, dinozaury zaatakowały konsole i automaty arcade, dotrzymując kroku debiutującej technologii. Wówczas gry przenosiły się w środowisko 3D dając developerom zupełnie nowe pole do popisu. Ten nieznany ląd aż prosił się o Jurajską ingerencję, nie było zatem czasu do stracenia. Franczyza z początku podejmowała ambitne projekty, mające na celu osiągnięcie podobnego przełomu w grach, jak miało to miejsce w przypadku filmu. Po wydaniu niezwykle klimatycznego The Lost World: Jurassic Park w 1997 i nieco nieudanego Treespaser: Jurassic Park w 1998 seria poszła w prostotę i postanowiła zamknąć dekadę swojej świetności pokazując pazur. Tak oto 31 października 1999 roku z potężnym przytupem pojawiło się brutalne Warpath: Jurassic Park.

Niesławny tytuł stworzony przez DreamWorks Interactive jest krwawą bijatyką osadzoną w świecie Parku Jurajskiego. Wydano ją na konsolę Playstation, lecz współcześnie jest ona kompatybilna z Playstation 3. Gra nie cieszyła się dużą popularnością, czego nie jestem w stanie zrozumieć. Bądźmy szczerzy, co może być fajniejszego dla dzieciaka z lat 90 od dinozaurów dających sobie bezlitosny wycisk? Do tego pod szyldem Jurassic Park? Tego nie wie nikt! Oczywiście, parę lat wcześniej, pałeczkę tą dzierżył Primal Rage, ale nim zajmiemy się w osobnej recenzji. Osobiście grałem w to jak obłąkany. Tak czy inaczej gra została chłodno przyjęta i znalazła zrozumienie jedynie wśród prawdziwych maniaków… jak to była zwykle w tym fandomie.

Prawdopodobnie dla mainstreamu problem leżał w dość topornej rozgrywce. Trudno było zapanować nad rozjuszonym gadem. Dinozaury wykonywały gwałtowne ruchy, zbyt wysoko skakały. Uderzenia przeprowadzane bez koncepcji nie łączyły się w elastyczne serie jak w bardziej sztandarowych bijatykach, nie wspominając już o tym, że zakres ruchu był mocno ograniczony. Do tego stopnia, że niektóre dinozaury dzieliły te same ciosy.. Generalnie w fizyce panował chaos. Trochę o to chodziło, ponieważ twórcy pragnęli przedstawić agresję jaka panowałaby podczas pojedynków łuskowatych olbrzymów. Przepełnione drapieżnym szałem starcia świetnie dopełniały głośne ryki oraz tupot potężnych stóp. Interaktywne otoczenie potrafiło zaskoczyć eksplozjami, lub kolizyjnymi elementami. Prawie wszystkie z 14 lokacji było wzorowanych na kluczowych scenach z filmów. Mamy więc zagrodę raptorów, okręt na którym przypłynął T.rex czy też obóz łowców, w którym rozjuszony Triceratops robi rozpierdziel. Fajnym efektem było to, że areny przynależały do określonego dinozaura, więc każde starcie poprzedzała efektowna cutscenka. Większość aren przedstawiała zamęt, dźwięki policyjnych syren, grzmotów czy rozwrzeszczanych ludzi, których można było pożreć w celu regeneracji zdrowia. Mało tego, gracz mógł pozostawić oponenta całkowicie pokrytego w krwawych bliznach. Wszystko za sprawą systemu obrażeń. Każde potężniejsze ugryzienie, dźgnięcie bądź zadrapanie pozostawiało ślad na skórze wroga. Jak na tamte lata to był prawdziwy bajer. Ta gra miała po prostu jaja. Wszystko to opiewała orkiestrowa ścieżka stworzona przez Michaela Giacchino (który później robił też muzykę do obu Jurassic World), odtwarzająca idealny klimat Parku Jurajskiego.

Nasza zabawa w obijanie pysków wypełnionych kłami odbywała się w trybach Arcade, Versus, Survival oraz Team, czyli standardowy zestaw rozgrywek dla bijatyk. Istniał również kącik o nazwie Museum poszerzający wiedzę na temat prehistorycznych bohaterów gry , oraz potrzebny dla takich ułomnych graczy jak ja – Practice.

Najważniejszy cel wycieczki to oczywiście dinozaury. Graficznie zostały one świetnie ujęte, oczywiście jak na końcówkę lat 90. Fenomenalne modele gadów, nie kwiczały również w płaszczyźnie animacji. Ruchy bestii świetnie oddawały ich wściekłość oraz rozjuszenie. W walce o dominacje brało udział 14 tyranów: Acrocanthosaurus, Albertosaurus, Ankylosaurus, Carcharodontosaurus, Cryolophosaurus, Giganotosaurus, Megaraptor, Pachycephalosaurus, Spinosaurus, Stygimoloch, Styracosaurus, Triceratops oraz najważniejszy Tyrannosaurus. Jak widać na ówczesne realia tytuł zawierał sporo gatunków, które nie spotkały się jeszcze ze srebrnym ekranem. Najlepszym przykładem jest Spinosaurus, który w tej grze wyprzedził swój filmowy debiut o 2 lata. Przedstawiciel spinozauroidów jest ujęty w swojej nieaktualnej rekonstrukcji, w rezultacie zupełnie różni się od filmowego drapieżnika. Dodam też, że i ten jaszczur z Jurassic Park 3 również jest winny błędnej rekonstrukcji, której w 2015 roku dowiódł paleontolog Nizar Ibrahim, że tak się wyrażę, sprowadzając bydlaka do parteru. Jeśli chodzi o niedociągnięcia w kwestii dinozaurów to zalicza się do nich przypadek giganotozaura, gdzie popełniono literówkę w trybie Museum – Giganotasaurus. Dodatkowo, na potrzeby gry, gady posiadają wypośrodkowane rozmiary, co gra tłumaczy oczywiście ich hybrydowym pochodzeniem. Niemniej jednak takie błędy zupełnie nie przeszkadzają w rozgrywce, która dostarcza wiele frajdy i wystarczy na tyle czasu na ile lubimy Jurassic Park.

Można stwierdzić iż niesłusznie Warpath: Jurassic Park, jest niedoceniony zarówno przez ówczesnych jaki i teraźniejszych recenzentów, ale wiecie co? Je*ać ich. Rozgrywka cierpi dla mainstreamu ponieważ, nie dostaliśmy oklepanej rozgrywki znanej z flagowych tytułów rodzaju takich jak Street Fighter czy Tekken. Osobiście w latach 90 nie zagrywałem się w bijatyki do momentu aż nie pojawiło się Warpath, więc nie miałem problemu z tym, że trzeba się oswoić z grą. Prawda, mamy do ogarnięcia o wiele mniej ciosów niż w sztandarowych bijatykach, ale nie zabija to radości z gry przez świetnie oddany zamęt podczas starć gadów. Bez problemu uda nam się wczuć w rolę potężnego drapieżnika dzięki dzikości, która wtedy wręcz wylewała się z ekranów kineskopowych telewizorów. Wybuchy, gore i przemoc to zdecydowanie trzy słowa, które definiują ten tytuł, czyniąc go idealnym lekarstwem na potrzebę wyżycia się. Jak wspomniałem wcześniej – ta gra ma jaja, i zdecydowanie tego pierwiastka brakuje w dzisiejszym świecie gier o dinozaurach. Zdecydowanie nie jest to najlepszy tytuł promujący Jurassic Park, ale świetnie sprawdza się w swojej brutalnej roli. Warpath: Jurassic Park zgarnia ode mnie solidne 8/10. Zdecydowanie nie zapomnę tego, ile czasu spędziłem przed konsolą a tym bardziej jak dobrze go spędziłem. Dla Państwa Gojira – idę grać, bez odbioru!

Zapraszamy oczywiście do naszych poprzednich recenzji.

 

 

 

 

 

 

Facebook Comments